- a może coś jeszcze dopisze życie, najpewniej jakiś banał -
I.
Tłok w przestrzeni powietrznej. Śnieżyca sparaliżowała lotnisko La Guardia,
bierzemy więc kurs na Florydę, skąd blisko do karaibskich zamachów stanu,
a także do zamachów samobójczych, tak częstych również na naszej półkuli.
Ile osób – zapytasz – właśnie teraz przecina sobie żyły,
skacze do Tamizy
lub trzęsącymi się dłońmi
otwiera szafkę domowej apteczki i, myląc rachunki, liczy nerwowo proszki nasenne?
Ale nie myślmy o podróży, spójrzmy w gazetę:
kronika zabójstw wyszła już na pierwsze kolumny,
zatarły się granice między zbrodnią a nieszczęśliwym wypadkiem;
umarłym zresztą wszystko jedno z czyich rąk zginęli
i nie jest ważne, czy płaczą po nich dzieci,
czy też mężowie stanu
(a musisz jeszcze pomyśleć co umiera w nas
w tobie i we mnie
kiedy siedzimy naprzeciw
lub kochamy się
lub tylko mówimy o czymś bez większego znaczenia
a także kiedy na przekór faktom i jawnej oczywistości nie wierzymy
w istnienie własnych ciał).











