Dla chrześcijan, a szczególnie dla katolików, w roku kościelnym są dwa okresy specjalnej zadumy nad swą wiarą, swym życiem, sumieniem, to także okres pokuty za winy popełnione, kiedyś wyrażone w praktyce postu, pielgrzymek do miejsc świętych, nawet biczowania. Są nimi czterotygodniowy Adwent przez świętem Narodzenia Pańskiego i czterdziestodniowy Wielki Post przed Wielkanocą. Wielu z wiernych otwiera wtedy Biblię, by jej czytanie przybliżyło ich do źródeł wiary. Biorąc do rąk Biblię nie zdajemy sobie niekiedy sprawy, że to nie jest jedyne źródło tej wiary, że pism religijnych dotyczących dziejów Starego i Nowego Testamentu jest wielokrotnie więcej, że w kościele chrześcijańskim na przestrzeni półtora tysiąca lat były dyskusje, niekiedy bardzo dramatyczne na temat, które z tych ksiąg są natchnione przez Boga, a które są opowiastkami, które należy odrzucić, bo zagrażają wierze, czy po prostu tolerować i ignorować, jako takie sobie bajeczki nieszkodliwe dla wiary. I rzeczywiście niektóre apokryfy są poważnymi pismami dającymi nam jakiś nowy wgląd w początki Chrześcijaństwa, inne to bajeczki, niekiedy bardziej fantazyjne niż te Z tysiąca i jednej nocy. Dyskusja ta trwała prawie półtora tysiąca lat; dopiero Sobór Trydencki w połowie XVI w. ostatecznie i definitywnie ustalił kanon natchnionych źródeł chrześcijańskich, a wszystko inne odrzucił, jako apokryfy.















