Moja wizja Chrystusowego Mesjanizmu
Okres wielkanocny to wydarzenie w chrześcijańskim kulcie religijnym, które skłania ro refleksji i zadumy nad jego skutkami.
W powszechnym obiegu Chrześcijanie Syna Bożego – Jezusa Chrystusa uznają, za zapowiadanego Narodowi Wybranemu Mesjasza. To oczekiwany Mesjasz miał wyzwolić ludzkość z jarzma grzechu, cierpienia i wszelakiego zła. Dlatego też Chrześcijanie nazywają Jezusa Zbawicielem, Odkupicielem, Wybawicielem, jak również Ofiarą za grzechy, czy też Zadośćuczynieniem. Muszę powiedzieć, ze mnie te tytuły, nie pasują do takich pojęć jak, Wszechmocność Boża, Dobroć Nieskończona, a już najbardziej do Nieskończonej Miłości Boskiej. Etymologicznie wiążą się ze zmianą na lepsze dotychczasowego usytuowania podmiotu, którego dotyczą. W naszym przypadku Pan Jezus swoim życiem, swoją nauką i swoją męką miałby nas uwolnić od zmazy grzechu, od złego, czy też wyzwolić spod wpływu szatana. Zawierają w sobie nazwę czynów, dzieł mających być, przez Chrystusa dokonanych.
Nie będę kwestionował wielkości dokonań Chrystusowych. Ale na czym miałoby polegać Zbawienie, Odkupienie, Wybawienie – trudno dociekając. Popróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy po zaistnieniu całego aktu uczłowieczenia się Syna Bożego - począwszy od narodzenia, skończywszy na śmierci krzyżowej – coś w stosunkach międzyludzkich się zmieniło, na lepsze? Odpowiem wprost i jednoznacznie – nic na lepsze się nie zmieniło. Wojny jak były, tak są nadal. Choroby jak były, tak nadal są. Jak byli biedni i bogaci, tak nadal są. Jak byli wykorzystujący i wykorzystywani, tak nadal są. Ogólnie rzecz ujmując można powiedzieć - jak było zło i dobro, tak nadal jest, a także relacje pomiędzy tymi „stanami rzeczy” nie uległy zmianie. Świat nadal pozostał światem, a nie rajem. Skąd więc się wzięło przypisywanie Chrystusowi dzieł, których skutków ludzkość nie odczuła?