Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Ryszarda L. Pelc

Japońskie Boże Narodzenie

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

ryszardaŚwięta minęły,  Nowy Rok tuż, tuż a ja znów o… Bożym Narodzeniu! Tym razem w Japonii.

Kilkakrotny pobyt   był dla mnie  niezwykłą okazją do poznawania historii, religii i obyczajów tego kraju. Fascynujące jest nie tylko poznawanie odmienności   ale też odnajdywanie  pewnej wspólnoty zachowań, odczuć, obyczajów.

Archipelag japoński od drugiej połowy XIX wieku nie stanowi  oderwanej od zachodniego świata  enklawy. Najpierw były wpływy brytyjskie (stąd do dziś jeździmy po lewej stronie), potem niemieckie, a po wojnie amerykańskie. Japończycy przyjęli nie tylko narzuconą przez Amerykanów konstytucję. Także obecność obecność  i misja Maksymiliana Kolbe wydały owoce.

Niech Pani coś napisze...

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Niech Pani coś napisze... czyli Ryszarda L. PELC o swoim mężu

"Niech Pani coś napisze o mężu" zachęcał mnie kiedyś inicjator "Ruchu Polaków w świecie", Mirosław Rymar. Przypomniałam, że kilka miesięcy temu Jan Czekajewski opublikował artykuł o międzynarodowej nagrodzie przyznanej Pelcowi za osiągnięcia naukowe a artykuł pojawił się na wielu stronach internetowych. Ponadto zapewniałam, iż oba powyższe źródła informacji są na tyle wyczerpujące, iż ja już niewiele mogę dodać na temat naukowej kariery mego męża. Wzbraniałam się też i dlatego, że jak dotąd nie miałam zwyczaju pisać o najbliższych.

Chińskie impresje (5) Perły w krainie ułudy

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

Plusk wioseł. Wokół górska zieleń błyska.
widać jak niebo z potokiem się łączy.
Nad kanionem chmur gonitwa nigdy się nie kończy.
(Liu Zongyuan)




DSCN3266Mimo iż podobało się nam w Xian, odjeżdżaliśmy z miasta bez żalu, ale z dużym bagażem wrażeń. Wieźliśmy też ze sobą dwie małe figurki żołnierzy z terrakoty. Łucznika i generała. Po powrocie do domu, do Michigan będą nam przypominać wielotysięczną, podziemną armię cesarza Quin, sprzedawcę pamiątek, młodego człowieka, nieźle władającego językiem angielskim i pozbawionego typowej dla handlarzy pamiątkami nachalności.
Odjeżdżaliśmy bez żalu bo czekał nas kolejny równie atrakcyjny odcinek podróży.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chińskie impresje(4). O armii cesarza i dżao-dzy czyli o pierogach

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 9
SłabyŚwietny 

 

(kartki z dziennika podróży do Chin.  Czerwiec, 2002)

DSCN3208Prognozy pogody są zatrważające. W Pekinie deszcze i burze. Południowe i zachodnie Chiny nawiedziły niespotykane od lat powodzie. Wylała Huang Ho i Yang Tse Kiang. Straty są ogromne. Setki tysięcy hektarów uprawnych pól zostały zalane, z gór spłynęły tony błota unosząc z sobą domy. Niepoliczalne ilości bezdomnych. Ofiary ludzkie są duże. Grozi zaraza. Co godzinę słyszymy coraz bardziej alarmujące komunikaty telewizyjne. Za kilka dni mamy lecieć do Xian , miasta, które jest centrum pomocy dla powodzian w zagrożonym rejonie. Nie ma mowy o zmianie terminu ani o rezygnacji z podróży. Bowiem Xian , a tam "podziemna armia cesarza Qin" były od "zawsze" przedmiotem naszych "chińskich marzeń". Bilety na samolot do Xian i zaplanowaną wycieczkę do Guilin "przyszły do nas", do naszego pokoju hotelowego. Profesor Liu , opiekun nie tylko z racji zajmowanego na uniwersytecie stanowiska, ale chyba i z potrzeby serca, pomógł w zorganizowaniu naszej podróży. Wszystko odbyło się sprawnie, wygodnie, szybko. Bilety przyniósł do naszego mieszkania pracownik biura turystycznego, który stawił się punktualnie, co do minuty. Uprzejmy, biegle władający angielskim wręczył bilety lotnicze do Xian i Guilin, rezerwacje hotelu i program pobytu w Guilin. *** Lotnisko krajowe w Pekinie nowoczesne, eleganckie i przestronne. Wśród podróżnych, niewielu Chińczyków. Ceny biletów lotniczych zawrotne. Jeden z tych nielicznych Chińczyków, okazał się obywatelem USA, mieszkańcem Wisconsin, który przyjechał by się leczyć i odwiedzić rodzinę. Zapowiadają lot do stolicy Tybetu Lahsy. "Może powinniśmy lecieć do Tybetu, zamiast do Xian, gdzie nie wiadomo co nas spotka" zastanawiam się głośno. To naturalnie takie "babskie gdybanie" A w telewizorze znów pokazują wezbrane rzeki i zatopione w błocie domy. Zapowiadają nasz lot. Czyściutki samolot , sprawna obsługa, ładne dziewczyny w eleganckich regionalnych strojach. Kiedy wysiadamy w Xian okazuje się , że jest sucho i nawet śladu powodzi! Co za ulga. Na lotnisku oczekuje na nas pracownik z działu "kontaktow międzynarodowych" uniwersytetu w Xian. Rektor uniwersytetu w Xian jest absolwentem Uniwersytetu w Michigan, gdzie od lat pracuje mój mąż. Mały świat! Wieczorem podczas kolacji dowiemy się, że jeden z profesorów z Xian zna biegle polski, bo kończył studia na Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Krakowska uczelnia jest w Xian dobrze znana. Kilku studentów chińskich tam studiowało. Globalna wioska???

* * * 

 

Strona 1 z 3

Jesteś tutaj: Felietony R. L. Pelc - Listy zza oceanu