Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

JA*) - Meritum wolności jednostki względem państwa i religii

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

Karol ChumKarol Chum 

JA*)Czuję się obywatelem każdego państwa…  Każdego, które w imię troski i ochrony swoich obywateli, czyni wszystko, aby można było dostrzec w niej jednostkę, posiadającą indywidualne cechy i zalety, które wzmacniają obraz tego państwa i pozwalają mu wzrastać nie tylko ekonomicznie i gospodarczo, ale taż w wymiarze kulturowym, społecznym, socjalnym i światopoglądowym. Czuję się obywatelem, który nie wchodząc w konflikt z interesem prawnym może każde prawo obrócić na swoją korzyść,  o ile wie, że prawo ustanowiono do tego, by chronić i obywatela i jego współobywateli, przy czym nie jest spostrzegane jako wyłącznie akt nakazów i zakazów, lecz dokument objawiający nasze możliwości do realizacji swoich planów, marzeń i zamierzeń.  Czuję się obywatelem każdego państwa, gdzie zbiorowość ogólna ma świadomość swojej wyjątkowości na tle innych narodów, jakie muszą dążyć do wolności w imię swoich słusznych zamierzeń i planów, by stawać się godnym wzorem do naśladowania. Trudno jednak czuć się obywatelem swojego państwa, zarazem ceniąc każdą jednostkę indywidualną z osobna, darząc ją szacunkiem i zrozumieniem, albowiem z drugiej strony państwo moje w ustanowionym prawie nie daje jej wolności w owym wymiarze kulturowym, społecznym, socjalnym i światopoglądowym…

Prawo, które definiuje moralność i „moc” słowa oraz dookreśla granice dla naszych przekonań, wiary, światopoglądu jest prawem karkołomnym i zawsze będzie wywoływać konflikt między społeczeństwem a ustawodawcą. Granice dla takich działań powinni dookreślać ludzie, z tolerancją minimalnej ingerencji ze strony państwa i tylko wtedy, gdy naruszone zostaną pośrednio dobra materialne, namacalne, a nie duchowe i uczuciowe. Państwo powinno trzymać się z dala w zakresie oceniania kogokolwiek pod kątem moralnym, tego co sądzi, myśli i uważa, albowiem to płynna sfera, która całkowicie jest indywidualna dla każdej jednostki, chyba że w tym zakresie jest zdolne stworzyć prawo moralne, właściwe dla każdego człowieka z osobna. To w ostateczności samo społeczeństwo decyduje o granicach przekroczenia dobrego smaku, taktu, kultury i ono dokonuje pewnego samosądu i wykluczenia, jednakże nie powinno odbywać się to kosztem dyskryminacji i nietolerancji, szczególnie w stosunku do jakiejkolwiek mniejszości narodowościowej, kulturalnej, etnicznej, religijnej, seksualnej, rasowej, czy każdej, która grupuje się według swojego uznania i nie narusza niczyjej tykalności fizycznej, nie determinuje psychiki ludzkiej, seksualnej lub prawnej, mogącej doprowadzić do wykroczeń czysto karnych i działań przestępczych…

Kościół i każda religia oraz filozofia i ludzki światopogląd powinny być definitywnie odcięte od wpływu państwa i odwrotnie. Nie mogą mieć w tym zakresie żadnych wywierających na siebie wpływów, oczekiwań, nakazów i zakazów. Państwo nie może zasłaniać się tymi składnikami, ani też składniki te nie powinny wymuszać na państwie jakichkolwiek działań. To wszystko zbiega się do oceny indywidualnej, nieuchwytnej i mogącej być rozstrzygane jedynie na poziomie dwóch jednostek, które wchodzą w spór ze sobą, bez uciekania się do przemocy i naruszania godności ludzkiej w formie pomówienia i kłamstwa. Uczuć nie można obrazić, można co najwyżej czuć się urażonym, co powoduje w skrajnym wypadku jedynie wzajemną niechęć do siebie, a nie powód do rozstrzygania sporu na drodze sądowej, szukając racji dla każdej ze stron, gdzie sąd próbuje za jednostkę zdecydować jak powinna czuć, jakie mieć przekonania, w co słusznie wierzyć lub nie wierzyć. To elementarny przykład absurdu, gdzie czyjąś religię, wiarę, filozofię, ludzki światopogląd, etykę i moralność stara się wywyższyć kosztem poniżenia innej, nie uzyskując tak naprawdę niczego poza pozorem zadowolenia jednej strony i poczucia niesprawiedliwości z drugiej, gdzie strona przegrana i tak pozostanie w duchu wierna swoim uczuciom, odczuciom oraz przekonaniom…

Właśnie dlatego, że ludzka religia, filozofia, światopogląd, etyka, moralność oraz wiara cechują się tak  wielką różnorodnością wzajemnie przystającą do siebie jak i nie przystającą, a także sprowadzającą się za każdym razem do poszczególnej, indywidualnej jednostki, to nikt prawnie nie może na żadnym poziomie sądu wydawać werdyktu o czyjeś słuszności lub nie słuszności racji. W takich sporach nie ma mowy o wygranych i przegranych, bo nikt nie może czuć się wygranym, łudząc się, że jego racja została wywyższona, a czyjaś pomniejszona, gdyż strona przegrana co najwyżej zostanie upokorzona moralnie, ale nie przegrana, gdyż swoje racje duchowo i tak zachowa, co powoduje jedynie fałszywy obraz prawdy, jakiej nikt w takim zakresie i tak nie posiada, gdyż prawda, co do pewnych aspektów sama w sobie nie istnieje na poziomie zbiorowości ogólnej, lecz indywidualnej. Należy zatem odciąć się od pewnych złudzeń w tym temacie, a jak wskazuje na to praktyka, największymi złudzeniami karmi się tu państwo i poszczególne religie, myśląc, że to one zachowują prawo do decydowania co jest prawdą lub kłamstwem w zakresie naszych przekonań, gdzie tak naprawdę zamyka się jednostce jedynie usta, ale nie ma możliwości wygaszenia tego, co kryje umysł. Jakakolwiek ingerencja w umysł ludzki powinna być tu jedynie potępiona, a zmiana naszego zdania, co do określonych kwestii i spraw, winna wynikać od nas samych, a nie z obowiązku prawa, gdyż było by to naruszeniem wszelkich zasad wolności osobistej w zakresie najbardziej intymnym, indywidualnym i osobistym. Zatem takie próby powinny być potępione i napiętnowane, a nie próby wrażania jakichkolwiek swoich racji i przekonań…

Państwo i religie oraz wszelkie wyznania, powinny trzymać się z dala od „siłowego” przekonywania jednostki do tego jak powinna wyrażać swoją wiarę oraz swój światopogląd, a jedynie przedstawiać takie argumenty, które zadecydują o tym, że dana jednostka sama z siebie dojrzy w tym wartość nadrzędną i będzie traktowała to jako prawdę absolutną, lecz wyłącznie według swojego spostrzegania świata a nie według i w imieniu całego świata. Niestety, obraz współczesny państwa oraz poszczególnych religii i wyznań kreuje się na możnowładców, którzy osiągają swoje cele wyłącznie poprzez owe „siłowe” działanie, a to oznacza, że w takim zakresie nie będę czuł się nigdy obywatelem swojego państwa, a bynajmniej tak długo jak długo państwo i cała reszta będzie „gościć” w moim umyśle i działać destruktywnie na moje przekonania, wiarę, poglądy i uczucia. Stąd, odpierając takie działania, jedyną prawdą dla mnie jest fakt, że „człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”, tym samym wszystko to, o czym napisałem powyżej, nie odgrywa w moim umyśle żadnego znaczenia, dopóki kieruję się wyłącznie własnymi wytycznymi w zakresie mojej wiary, filozofii, światopoglądu i przekonań, itd., a co za tym idzie, każda religia i każde państwo leży na dnie mojego umysłu, gdy próbuje „siłowo” zmieniać moje własne JA.

*) UWAGA! Mogę się różnić.

(26.10.2011, Manchester)

Jesteś tutaj: Felietony Karol Chum JA*) - Meritum wolności jednostki względem państwa i religii