Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Jolanta Maria Dzienis

Marcowa Marzanna

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

 

D.M.Gierej.wierzbowe.kotki

Czy jest coś bardziej stresogennego od jesiennej, rozmazanej słoty? No właśnie jest!

Nic mnie bardziej nie wprowadza w nastrój przygnębienia niż szare, deszczowe, lodowato zimne (brr!) przedwiośnie! Walczę z tym uczuciem bezustannie, czyli walczę sama ze sobą, a że podobno pozytywne myślenie pomaga, trzymam się cały czas całkiem nieźle... Kilka dni temu, nie bacząc na ulewny deszcz i porywisty wiatr, poszłam na spacer do mojego lasu. Ubrałam się ciepło, narzuciłam granatową, nieprzemakalną pelerynę, przywiezioną niegdyś  z Eftelingu, taką z czerwonym klaunem Pardoesem na plecach, wciągnęłam gumowce i odważnie stawiłam czoła rozkapryszonej aurze. Peleryna to był dobry wybór, parasolki nie utrzymałabym w ręku! Całe szczęście, że wiatr wiał mi w plecy, dzięki temu szybciej dotarłam, ba (!) prawie dofrunęłam do lasu.

 

Znaki na śniegu

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

Nad.Jeziorem.Necko


Obudziła mnie cisza... Gdy się ocknęłam niespodziewanie w środku nocy, nie wiedziałam, co mnie wybiło ze snu. Leżałam nieruchomo, wpatrzona w ciemność, zastanawiając się w napięciu, co się stało, dlaczego nie śpię? Prawda dotarła do mnie gwałtownie, oprócz tykania zegarów niczego nie słyszałam... Gdy zasypiałam, za oknem szalała wichura, wstrząsająca framugami, miotająca śniegiem, który ciężkimi pacnięciami rozbijał się o szyby i parapet. Od kilku dni właśnie te dźwięki kołysały mnie do snu. A teraz nic...cisza...

Ranek wstał bezchmurny, słońce oślepiało podwójnie, odbite od grubej warstwy śnieżnobiałego śniegu. Temperatura oscylowała w okolicach pięciu stopni poniżej zera.
O takiej zimie marzyłam!

 

Walentynkowa impresja

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

{ Janusz-Gibas-Zimowy-spacer

Walentynki dopiero we wtorek, a mnie już dzisiaj życie utrudniają...

Wszechwiedząca Wikipedia się wymądrza,  twierdzi stanowczo, że do Polski  obchody walentynkowe trafiły w latach 90. XX wieku  z kultury francuskiej i krajów anglosaskich, a także wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Podobno święto to konkuruje już o miano tzw. święta  zakochanych z rodzimym świętem słowiańskim zwanym potocznie Nocą Kupały lub Sobótką, obchodzonym w nocy z dnia 21 na 22 czerwca.

Delikatnie powiedziane, konkuruje!

Ono już wygrało, co każdy człowiek przy zdrowych zmysłach zauważy! Wszędzie pełno serduszek, słodkich pluszaków zezujących uroczo, reklam hoteli proponujących intymne walentynkowe weekendy, nawet ulotki sex szopów kuszą, dyskretnie wsuwane w dłonie przechodniów...

Nie przypominam sobie, żeby naszą rodzimą, poczciwą Noc Sobótkową tak szumnie i skutecznie reklamowano, a szkoda...

Ale ja nie o tym przecież chcę powiedzieć!

 

  

Z górki na pazurki!

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 

lechtalerhof

Zima zapanowała na dobre! Dzieci szaleją na śniegu. W ruch poszły sanki, narty i łyżwy, na każdym podwórku porządku pilnują bałwanki, śmiesznie, czasami nader oryginalnie ustrojone. Nie każdy jednak zimowy dzień sprzyja zabawom na świeżym powietrzu!

U mnie dzisiaj za oknem  szaleje  wichura; wprawdzie śnieg przestał padać, ale wiatr kręci młynka tym, który już zdążył zaspy utworzyć. Między blokami zawirowania są tak duże, że ciężko  otworzyć drzwi klatki... Dzisiaj nie odważyłabym się na nocne spacery!

Za to wczoraj, gdy nie mogłam zasnąć, żadne zaś domowe sposoby nie działały, łącznie z zaparzoną melisową herbatką, ani kieliszkiem czerwonego wina -  w jakiś czas potem, kiedy  zawiodła nawet nudna lektura, którą mam zawsze pod ręką na takie właśnie przypadki, a  zegar wybił północ, poczułam raptownie  nieprzepartą chęć wyjścia z domu! Przy drzwiach leżał  wysłużony plastikowy liść, na jakim w zamierzchłych czasach szalała moja córka, wygrzebany dnia poprzedniego,  w ramach generalnych porządków, z bokówki. To on nasunął mi iście szatański pomysł... Postanowiłam  pozjeżdżać z górki! Wprawdzie w pobliżu mam tylko niewielkie wzniesienie, okupowane w dzień przez dzieciaki, ale lepsze to niż  nic!  
Już zapomniałam jaka to przyjemność!
Zjeżdżałam i wdrapywałam się i znowu zjeżdżałam... Ach, było cudnie!
Kiedy wracałam do domu, zaczął padać śnieg. Grube płatki tańczyły wokół mnie, a ja rozłożyłam ręce i wirowałam razem z nimi w podmuchach wiatru...

Spałam po tym wszystkim, jak zapewne wszyscy się domyślają, twardo i bez snów...

 

Strona 1 z 4

Jesteś tutaj: Felietony Jolanta Maria Dzienis