
Chciałam przebrnąć przez tę samotność
naprawdę tego chciałam.
Trzy razy do niej podchodziłam
lecz rady nie dałam…
A. Żuk
Gdyby to był dzień samotności, dwa dni samotności, tydzień samotności może bym ją zrozumiała, a nawet pokochała, ale sto lat samotności to gruba przesada…
Próbowałam przebrnąć przez jej strony trzy razy. Za pierwszym dotarłam do czterdziestej… Pomyślałam, że może trzeba dojrzeć, aby dojrzeć…. Odczekałam, ale widocznie nie dojrzałam, bo znowu dotarłam do czterdziestej.
Ta samotność nie powala mnie na kolana. Nie krzyczę: Ty samotność jesteś piękna!. Może dlatego, że mam delikatny głos, jestem blondynką, a mój mózg nie ogarnia…..
Za trzecim razem dotarłam tylko do trzydziestej. Poryczałam się z bezsilności. Odrzuciłam samotność, ale dwa dni później powiedziałam, że się nie poddam. Znowu odczekam. W tym czasie nisko upadłam romansując z pismakiem od romansów. Upadłam nisko, ale boleśnie….
Pewnej nocy ( tuż po rozstaniu) przypomniałam sobie o samotności biorąc prysznic w samotności… Podśpiewywałam sobie: „Kiedy patrzę hen za siebie, w tamte lata co minęły, kiedy myślę co przegrałam, a co diabli wzięli.” Owinięta ręcznikiem rozpoczęłam poszukiwania. Zapragnęłam przebrnąć przez jej strony po raz czwarty. Pragnęłam ją ujarzmić. Pragnęłam ją zrozumieć…..
Była czwarta nad ranem…. Byłam sama, a jakby nie sama……W domu sąsiada trwała impreza, a ja szukałam samotności na półce, na szafie i pod łóżkiem….
Nagle usłyszałam ciche jęki kota Klemensa. W gabinecie weterynaryjnym wykonano prześwietlenie jamy brzusznej, gdzie odnaleziono strzępy jeszcze nie do końca strawionej samotności. Nigdy nie zapomnę twarzy lekarza…. Głaszcząc pyszczek kota nie miałam złudzeń. On także nie pokochał tego dzieła.
A niech to jasna cholera! Ja i Klemens nie będziemy roztkliwiać się nad samotnością i do tego tak nieprzyzwoicie długą… Jesteśmy stworzeniami pragmatycznymi. Nie potrafimy wczuć się w klimat. Realizmu magicznego…..
Dość samotności – zapraszam gości!. Klemens poszedł w tango…..Ja przy flaszce wódki z kuzynem i jego żoną tuż przed rozwodem...Towarzystwo lekkie, łatwe, nie wymagające dużych pokładów intelektu. Żadnych wzniosłych dyskursów o roli sztuki w życiu człowieka i deliberacji na temat filozofii Kanta…. Rozmawialiśmy jak przeżyć od pierwszego do pierwszego, o tym, że niestabilny jest kurs złotego, a wszyscy politycy to złodzieje, bo kantują….
W pewnej chwili kuzyn powiedział: Przestań podawać te rybki na zagrychę i otwórz prezent. Zgasiłam papierosa i drżącymi palcami zaczęłam rozplątywać sznurki na pudełku. Przetarłam oczy ze zdziwienia. Dostałam nową samotność!. Czyj to był pomysł? Nigdy bym się nie spodziewała.....
Nie ważne czyj pomysł!. Ważne, że to jest znak… Należy uporać się z samotnością! Trzeba spróbować przebrnąć przez jej strony po raz czwarty. Jak się nie da, to po raz piąty, szósty, siódmy, ósmy i tak do stu……
Klemens był innego zdania. Patrzył na samotność z obrzydzeniem….
* * *
Niedawno przyśnił mi się Gabriel Garcia Marquez. We śnie zapytałam go dlaczego napisał taką książkę?. Książkę, której nie mogę ujarzmić, zrozumieć, pokochać…. Jedyną książkę , przez którą nie mogę przebrnąć i jej dokończyć. Dlaczego ta samotność jest tak ciężkostrawna i dlaczego musi trwać tak długo!?…….
Nie zrozumiał pytań. Wezwał tłumacza. Potem odpowiedział:
Jeśli ktoś nie jest zdolny do miłości, to wcześniej czy później zdechnie w samotności…..
Wszystko jasne blondyneczko?
Wszystko jasne panie pisarzu!. Wszystko jasne…….
Agnieszka Żuk










Nawet dziecko szkoły podstawowej zapytane o przyczyny śmierci tych dwóch wielkich Polaków odpowie, że poeta umarł zarażony cholerą, muzyk na gruźlicę. Tak też najczęściej konkludują ich grube monografie. Najnowsze dociekania naukowe poddają w wątpliwość te przekonania. Ale już wcześniej nieliczni mieli podejrzenia, odrzucali te oficjalne wersje. I tak ok. 80 lat temu Tadeusz-Boy Żeleński powiedział, wprost, że Adama Mickiewicza otruł agent gen. Władysława Zamoyskiego, historyk Juliusz Harbuz, przekonany o otruciu poety uznał, że dokonał tego kucharz Grek wynajęty przez carskich dyplomatów. Organizowanie w Istambule polskiego legionu, który walczyłby u boku armii tureckiej z caratem przysporzyło poecie wielu wrogów. Otrucie to bardzo realna możliwość. Wiem, że specjaliści molekularni z Akademii Medycznej we Wrocławiu, mają plany pobrać próbki z kości krzyżowej Mickiewicza pochowanego na Wawelu i rozstrzygnąć tę sprawę raz na zawsze. Nie wiem, czy te badania już zaczęto, ale jeszcze przed wynikami tych badań można prawie z pewnością powiedzieć, że nie była to cholera. Po pierwsze w dniu śmierci poety (26 listopada 1855 r) w Istambule nie było epidemii tej choroby. Po drugie ciało poety zabalsamowane czekało w trumnie dość długo w domu, w którym mieszkał, aż je statkiem zabrano do Francji; w przypadku epidemii nikt by się nie zgodził na takie postępowanie. Po trzecie Mickiewicz zachorował i umarł nagle, w ciągu doby, co wspierałoby raczej teorię otrucia niż cholery. Lekarz Jan Gębicki, co prawda twierdzi, że poeta zmarł w jego obecności na skomplikowaną chorobę z wylewem krwi do mózgu.
Biografowie interpretują to, jako kamuflowanie faktu śmieci od cholery, by umożliwić przewóz zwłok do Francji, gdzie został pochowany, a w r. 1890 ekshumowany i przeniesiony na Wawel. Ta dość mętna diagnoza lekarza nic nie wyjaśnia, komplikuje sprawę. Stąd kilka nowych teorii przyczyny śmierci, jak krwotok w jamie brzusznej, jakieś powikłania mózgowe z wylewem. Jest jeszcze inne przypuszczenie, że poeta umarł na skutek wyczerpania fizycznego: kiepsko się odżywiał w podłych garkuchniach, a gdy się źle czuł, wtedy nic nie jadł, no, ale nagła śmierć chyba wyklucza to przypuszczenie. Teoria otrucia jest chyba najbardziej wiarygodną przyczyną śmierci. W owym czasie truto najczęściej płynnym arszenikiem; spowodowane tym odwodnienie organizmu i inne symptomy były bardzo podobne do symptomów zatrucia pokarmem, czy ostatnim stadium cholery. To mogło być dobrym alibi dla trucicieli. Jeszcze bardziej zaskakujące są najnowsze badania nad przyczyną śmierci Fryderyka Chopina, bo dotychczas jednym chórem wszyscy twierdzili, że była to gruźlica płuc. Dzisiaj coraz odważniej zaczyna się mówić o tym, że Chopin nie był gruźlikiem, umarł na chorobą zwaną po polskim mukowiscydozą, lub zwłóknieniem torbielowatym, po angielsku cystic fibrosis.


